ORZEŁ CZY... KURCZAK?

Pewien kurczak od młodości różnił się od swoich współbraci, był niekształtny i brzydki. Już jajko, z którego się wykluł, było jakieś inne, większe i brzydsze. Ale też nie czuł się nigdy kurczakiem, kiedy wyrósł wyglądał zupełnie inaczej niż jego rodzinka. Nie było mu z tym dobrze, czuł się napiętnowany. Aż pewnego razu ujrzał na niebie pięknego orła. Od razu dostrzegł swoje podobieństwo do wielkiego ptaka. Odczuł w sobie moc i odruchowo wzbił się w powietrze.

Można wysnuć wiele morałów z owej opowiastki, wszakże jeden chcę dziś naświetlić. Oto możemy pośród wielu przyziemnych spraw tego świata nie odkryć, że nasze życie przeznaczone jest do czegoś więcej. Choć jest odczuwalny jakiś głód w sercu i frustracja tym całym "kurczaczym" życiem, dopiero odkrycie Jezusa (jak owego majestatycznego ptaka kontrolującego całą sytuację na sklepieniu) może sprawić odkrycie naszej prawdziwej tożsamości.

Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. To odkrycie może sprawić, że odruchowo uda nam się wzbić ponad naszą codzienność i inaczej na nią popatrzeć. Z góry wszystko wygląda inaczej. Chodzi więc o to, by zmartwychwstać razem z Chrystusem, zyskać nową mentalność, tzn. z jednej strony już cieszyć się przejawami królestwa Bożego pośród nas, pomimo to że jeszcze żyjemy w zakażonym złem świecie. A z drugiej strony oczekiwać na drugie przyjście Pana, kiedy wszystko stanie się nowe i cierpienia, i zła już nie będzie. Wiara jest jednak kluczem do tej nowej mentalności. (Trzeba uwierzyć, że się jest orłem, choć to trudne, gdy wszyscy dookoła gdaczą.)

Podobno jakieś badania wykazały, że 25% chodzących do kościoła nie wierzy w Zmartwychwstanie, tę podstawową prawdę, dzięki której Kościół w ogóle istnieje. Być może jeszcze większy procent spośród nas nie potrafi odnaleźć jakichś egzystencjalnych korzyści płynących z faktu Zmartwychwstania. Tzn. że ten fakt może być praktycznym drogowskazem na drodze życia. Jedna z takich wskazówek wynika z tego, że Zmartwychwstanie to zwycięstwo. Dla nas, Polaków, może to ważna wskazówka, gdyż wiele jest w naszej mentalności poczucia, że ciągle coś przegrywamy, że jesteśmy skazani na przegraną, widzimy siebie jako przegranych. Gdzie nie popatrzeć, to przegrywamy, nawet nasi sportowcy ciągle przegrywają. To sprawia, że nie walczymy do końca meczu, oddajemy końcówki. Żyjemy jak pod przekleństwem.

Nie mamy mentalności zwycięskiej lecz mentalność klęski. Nawet jesteśmy prorokami klęski, umiemy ją przepowiadać: "Znów się nie uda". Prorocy zwycięstwa do nas nie pasują, są nawet teologicznie niepoprawni: z życia naszego Pana najwyraźniej dostrzegamy tajemnice bolesne. Żyjemy w oczekiwaniu na klęskę jak po przepowiedni Cyganki, która wywróżyła same nieszczęścia. Tak mocno ich oczekujemy, że nie mają wyjścia, przychodzą. To dziwne, ale słyszałem kiedyś opinię na nasz temat jako Polaków, że mamy zdolność zmartwychwstawania. Można powiedzieć, że w końcu i tak zwyciężamy. To pokazuje nasza historia.

Oczywiście nie możemy patrzeć na zwycięstwo tak, jak patrzy świat. Istnieje taki cwaniacki sposób rozumienia wygranej i nie o taki nam chodzi. Np. ktoś kogoś oszukał i to go cieszy, bo myśli, że był sprytniejszy, nie widząc jednocześnie, ile przegrał. Przy okazji stracił zaufanie, przyjaciół i życie wieczne.

Zwyciężanie to nie deptanie innych, ale pokonanie grzechu, i w ten sposób szatana i śmierci. Paradoksalnie, kto straci życie dla Jezusa, ten jest zwycięzcą. I to właśnie dziwi, że patrzy się na chrześcijan jak na ludzi przegranych, nie umiejących korzystać z życia. A mówią to ci, którzy umieją łamać przykazania. Słowo Boże zapewnia jednak, że w wypełnianiu nakazów Pana jest prawdziwe życie i prawdziwe zadowolenie, i ja w to wierzę. Popatrzmy więc w górę na Chrystusa, by nabrać otuchy i znów wzbić się ponad nasze tzw. klęski. Z nim wszystkiemu się przyjrzeć i przyjąć Jego punkt widzenia, to jest nasze zmartwychwstanie.

Start : O Nas : Kontakt : Mapa serwisu
Copyright Wspólnota Lew Judy.