NIE ISTNIEJĄ SAMOTNI CHRZEŚCIJANIE
Nikt nie idzie przez pustynię sam, lecz w karawanie, ponieważ sam prawie na pewno nie dojdzie do celu. Próba samotnej wyprawy jest ryzykowna, łatwo zmylić drogę pośród piasków. Trzeba by spędzić długie lata w owym nieprzychylnym miejscu by nauczyć się odróżniać przecież tak podobne do siebie krajobrazy.
Dla laika pustynia wszędzie jest taka sama charakterystyczne punkty są trudne do uchwycenia. Samotny wędrowiec łatwo ulega złudzeniom- zostaje oszukany przez fatamorganę. W miejscach, gdzie spodziewa się znaleźć oazę znajduje piasek. Karawanie towarzyszy doświadczony przewodnik, który zna podstępy pustyni, zna drogę, wie o piasku wszystko. Kroczy prostą drogą, nie może pozwolić sobie na kluczenie, by nie stracić sił, zapasów wody i pożywienia.
Kiedy Pan wyprowadził swój lud na pustynię dał mu doświadczonego przewodnika- Mojżesz czterdzieści lat spędził w tym nieprzychylnym miejscu. Oczywiście gdyby ten czas dane Mu było przebywać w Egipcie gdzie przecież mógł korzystać z wszelkich wygód życia nie byłby zdolny do przeprowadzenia bezpiecznie swoich braci. Okoliczności, towarzyszące jednemu wzruszeniu, współczuciu dla poniżanego współbrata w ciągu jednej nocy z szanowanego obywatela uczyniły Mojżesza banitą. To spadło na niego nagle. Pozornie jego możliwości pomocy swojemu Narodowi stały się zerowe. Ale Boże drogi nie są naszymi, to co dla nas wydaje się końcem, klęską, dla Boga oznacza początek, przygotowanie zwycięstwa.
Tak więc Mojżesz przeżywał swoją klęskę, doświadczał rozczarowania nie wiedząc, że to Bogu właśnie pomaga by go przygotować do wielkiej misji. Ile razy tak właśnie człowiek się czuje, jest jak glina w ręku Stwórcy. Trudno sobie wyobrazić by Mojżesz sam wpadł na pomysł by udać się na pustynię, będąc świadomym jakie zadanie go czeka. Kto jednak chce poprowadzić kogoś jakąś drogą najpierw sam musi ja przejść.
Przejście przez życie jest wyprawą przez pustynię. Można tu spotkać wiele wydeptanych krzyżujących się i rozbieżnych ścieżek. Niektóre dla zmylenia zostały zastawione jako pułapki i prowadzą do zguby. Na pustyni można zostać napadniętym przez złoczyńców gdy się jest samemu jest się łatwym łupem. Mimo, że ta prosta wiedza o pustyni jest powszechnie znana, już na jej obrzeżach można znaleźć szkielety tych, którzy ją zignorowali. Tak więc nikt rozsądny nie przeprawia się przez pustynię sam, lecz zabiera się z karawaną. Nikt też kto chce osiągnąć zbawienie nie może kroczyć drogą życia bez braci i sióstr.
Sama natura Boga- będącego wspólnotą osób poucza, że włączając się w Jego życie włączeni jesteśmy w tą wspólnotę. Ideał nie polega na tym by być coraz bardziej niezależnym- ideałem jest współzależność- uzupełnianie się- wzajemna pomoc, służba, solidarność.
Świat nas tego ideału nie może nauczyć bo go nie zna i nie posiada. Świat ciągle nas dzieli, izoluje, napełnia nieufnością, wzajemnym lękiem, podejrzliwością. Jesteśmy zaproszeni przez Boga by przejść przez życie, które jest pustynią razem z innymi, którzy mają ten sam cel.
Zadziwiającym jest patrzeć na Jezusa, który przy różnych okazjach komunikuje, że należy do Bożej wspólnoty i ukazuje zasady stanowiące o istocie tej wspólnoty. Jezus robi tylko to co chce Ojciec, albo mówiąc o Duchu zaznacza; On mnie namaścił i posłał. Widać jak doskonale współpracują uzupełniają się. Duch Św. utorował drogę dla Jezusa, a ten przygotował pole do działania Duchowi by w dniu pięćdziesiątnicy posłać Go uczniom. Tak więc kiedy św. Jan pisze w I liście, że głosi dobrą nowinę o Jezusie, którego widział to robi to po to by włączyć nas do wspólnoty ze sobą a to znaczy tyle co być we wspólnocie z Bogiem