JAKA EWANGELIZACJA?
Pewien dziewiętnastowieczny kaznodzieja uczynił listę 100 osób niewierzących, które znał i przez całe swoje życie modlił się za nie. 96 spośród nich nawróciło się za jego życia. Pozostałe cztery podczas jego pogrzebu. Nie jest to odosobniony przypadek skuteczności wytrwałej modlitwy. Modlitwa za innych jest wyjątkowo mile widziana przez Ojca Niebieskiego. A ta, której celem jest nawrócenie człowieka, posiada chyba klauzulę szczególnego uprzywilejowania.
Nowina o Królestwie Bożym jest naprawdę dobrą nowiną. Dlatego całe zastępy chrześcijan starają się ją głosić wytrwale i z ogromnym poświęceniem. Sposobów głoszenia jest wiele, chociażby dlatego, że każdy głoszący jest inny, inaczej obdarowany. Nie ma lepszego prezentu, jaki cały Kościół i poszczególne partykularne wspólnoty, w końcu pojedynczy chrześcijanie mogą ofiarować światu. Jakże często jednak ów prezent zostaje odrzucony, jeszcze przed rozpakowaniem. Być może samo opakowanie nie jest zachęcające albo, mówiąc delikatnie, odrzuca przed zapoznaniem się z tym, co kryje wewnątrz.
Św. Paweł mówi: Dla wszystkich stałem się wszystkim, dla biednych biednym, dla bogatych bogatym, dla obrzezanych obrzezanym, dla nieobrzezanych jak nieobrzezany po to, by przyjęli choć niektórzy Ewangelię. Apostoł ma świadomość, jak wielką trudność sprawia niewierzącemu przyjęcie opowieści o jakimś Jezusie- ubogim kaznodziei wzbudzającym tak wiele kontrowersji. Dlatego forma przekazu odgrywa niekiedy decydującą rolę.
Przeczytałem kiedyś nasycone żalem świadectwo pewnego Żyda, który uwierzył, że tym Mesjaszem, na którego oczekuje od wieków cały jego naród, jest właśnie Jezus Nazarejczyk. Powiada on, że krzyż, znak zbawienia i miłości dla chrześcijan, dla Żydów jest raczej symbolem nienawiści chrześcijan do Żydów. W imię krzyża zabito wielu Żydów poprzez wieki, dlatego w jego sercu krzyż rodzi negatywne uczucia. Z tego powodu nie używa słowa krzyż dla określenia narzędzia użytego do uśmiercenia jego mistrza, lecz pal.
Stawia on problem: na początku Kościół stanowili Żydzi, oni go założyli. Jezus oraz wszyscy Jego uczniowie są Żydami, pierwsze wspólnoty składają się z samych Żydów. Zostali jednak przekonani przez Ducha św., by dobrą nowinę głosić również poganom. Pierwszy sobór Kościoła zastanawia się, jak sprawić, by głoszone orędzie było do przyjęcia dla pogan. Po sporach usunięto przeszkodę, jaką stanowiłoby przyjmowanie zwyczajów żydowskich wraz z chrześcijaństwem . Dziś natomiast jest pytanie, jak Kościół przejęty przez nas, wywodzących się z pogan, mógłby ułatwić Żydom wierzyć w Jezusa jako Mesjasza bez zrywania ze swoją tradycją?
Słyszy się wiele zarzutów pod adresem nas chrześcijan. Osobiście większość z nich nie odbieram jako atak na Kościół w ramach wojny, jaka ciągle jest podejmowana przez bramy piekieł. Raczej są one wezwaniem, abyśmy zrobili coś z tym opakowaniem, w które zawinięty jest nasz prezent dla świata. Nie bez powodu Papież wzywa do nowych form i metod głoszenia Ewangelii, bo choć treść przekazu nie zmieniła się od początku, to jednak zmiany zachodzące w społecznościach ludzkich wymuszają również zmiany w sposobach głoszenia.
Każda epoka obnaża jakieś słabe strony chrześcijaństwa. Za to trzeba być wdzięcznym, gdyż samemu tak trudno zdobyć się na samokrytykę. Myślę, że szybkie reagowanie na krytykę może pomóc zrozumieć nam, jaki język jest dziś skuteczny dla przekazu orędzia chrześcijańskiego. Nasze słabe miejsca, na które zwracają w danym momencie uwagę niewierzący, komunikują nam, na co szczególnie człowiek jest dziś wrażliwy, co go porusza. Bowiem orędzie ma sens wtedy, gdy odnosi się wyraźnie do tego, czym żyje dany człowiek. Przykładem może być kryterium autentyczności. Wielu otworzy się na Ewangelię, ale wpierw muszą zobaczyć, że to, co jest głoszone, współgra z życiem głoszącego. Nie zawsze brak autentyczności szkodził głoszeniu, tak jak dziś.
Ciągle porusza mnie słowo wypowiedziane przez Jezusa: Popatrzcie, jak żniwo bieleje na polach, proście Pana żniwa, by posłał robotników. Ze żniwem nigdy nie było problemu, zawsze z robotnikami.